Aktualności

Marek Drzewiecki

Krótka historia o tym że patrzeć trzeba także wkoło głowy, a nie tylko przez obiektyw.

W dniu wczorajszym będąc na wycieczce rowerowej zabłądziłem o okolice Rezerwatu przyrody "Czarne bagno".
Przepiękne tereny. Podmokłe łąki kuszą mnogością roślin kwitnących o tej porze roku. Ptaszki, motylki, ważki i cały nie nazwany przeze mnie świat roślinny aż tryska energią.

Wesoło trzaskałem migawką gdy usłyszałem rechotanie żab. Dobiegał z zagajnika po przeciwnej strony szosy. Udałem się w tamtym kierunku. Teren niezwykle bagnisty. Poruszałem się ostrożnie niczym czapla. Ziemi dotykały najpierw palce stopy. Delikatnie sprawdzałem twardość podłoża. Później reszta stopy delikatnie na ziemię. OK. Twardo można dalej. I tak krok za krokiem. W żółwim tempie doszedłem do bajorka skąd żabi głos dochodził. Przez obiektyw powolutku lustruję powierzchnię wody, trzciny na brzegu i sam brzeg. Gdzieście się żabki pochowały?
Lewym uchem usłyszałem szelesty w trawie. A cóż to za zwierze co mnie nie wyczuło, nie zauważyło i nie uciekło? Szykuję aparat do ciekawych zdjęć... Rozglądam się. W trawie za krzakiem zobaczyłem cztery brązowe grzbiety w czarne paski. Matki tych warchlaków nie zobaczyłem. Miałem nadzieję że ona mnie też nie!
Szybkość z jaką stamtąd ucieka była tak duża że bagno nie zdążyło nawet zamoczyć mi butów. Rekord świata w sprincie przez błoto!

Jaki z tego morał: nie ważne jak dobre chcesz zrobić ujęcie. W lesie żyją zwierzęta o większych kłach i pazurach niż człowiek.